[Kacik absurdu im. Andrzeja Waligórskiego]


Docent BassetDwanaście prac Herkulesa MiziakaRycerzy Trzech
Piąty peronListy Pana MichałaPozostałe drobiazgi


   Docent Basset - 14.

   Pojednaniu  Simony  z ojcem towarzyszyło wiele dziwnych znaków
na niebie i na ziemi. Oto nad kombinatem rolnym Grzdypućki ukazał
się pies  ognisty  dupczący reformę gospodarczą. Zaraz potem eks-
plodował kocioł tamtejszej gorzelni, a  powstały przy tym wszędo-
bylski  obłok  spirytusowy  wędrował  nad  gminą,  wprawiając jej 
mieszkańców w stan bezpłatnej euforii i skłaniając do  podejmowa-
nia   licznych   czynów  produkcyjnych,  fundowania  pomników,  a
zwłaszcza ogłaszania apeli. I tak na przykład, młode  sprzątaczki
wystosowały apel do młodzieży świata, żeby nie szczać po bramach,
ale nie mogły go wysłać wskutek braku adresu i  kodu,  wymaganego
przy przesyłkach poleconych.
   Natomiast  sołtys wsi Kociomruczki usiłował przesłać  sekreta-
rzowi generalnemu ONZ swoje posłanie i nawet zaniósł je osobiście
do   ekspedycji   towarowej  PKS-u,  gdzie  jednakowoż  odmówiono
przyjęcia pod pretekstem, że posłanie śmierdzi  i  żeby  najpierw
zmienił  bieliznę  pościelową, czego żadną miarą nie mógł dokonać
wobec braku  tejże  na  rynku.  Wszystkie  te  niepowodzenia  nie
zdołały  osłabić atmosfery ogólnej aktywności i wzajemnej życzli-
wości, która zaowocowała wreszcie publiczną  dyskusją  w  remizie
strażackiej  na  temat  "Czy  katolicy  mogą budować socjalizm?",
wzorowaną na podobnej  imprezie,  zorganizowanej  swego  czasu  w
telewizji przez profesora Ozdowskiego,
   Ludność  zjawiła  się  tłumnie,  ponieważ  wiatr zerwał połowę
afisza z nazwiskiem profesora, co niektórzy zrozumieli  jako  za-
powiedź  przyjazdu dr Ozdy, mającego rzekomo pokazywać Broniarka.
   Obrady  zagaił  prezes  Towarzystwa  Kultury  Laickiej,   były
działacz   PSL-u,  Bonifacy  Kant-Gwizdek,  który  utracił  wiarę
jeszcze w 1947, kiedy to wicepremier Mikołajczyk  wypchnął  go  z
kufra  dyplomatycznego  ambasady  Stanów  Zjednoczonych, argumen-
tując, że zamiast niego musi zabrać na  tułaczkę  szczoteczkę  do
zębów,  garść ziemi rodzinnej i kota, którego otrzymał rzekomo od
Witosa.
   Na postawione przez prezesa Kant-Gwizdka pryncypialne pytanie,
czy  katolicy mogą budować socjalizm, pierwszy zgłosił się ksiądz
proboszcz Chudzielak i  oświadczył,  że  owszem,  mogą,  ale  jak
skończą budować kościół. Na sarkastyczną uwagę Miziaka, że więcej
kościołów już się w gminie nie zmieści, Chudzielak usiłował  rzu-
cić  na  sierżanta  klątwę, ale dwukrotnie nie trafiwszy, schował
się czerwony ze wstydu na  ławach  legalnej  opozycji,  reprezen-
towanej  przez  PAX, PFAZ i białego emigranta z lat dwudziestych,
atamana Osipa Anegdotycza Jefremienkę.
   Tymczasem na mównicę wdarł się adiunkt, dr Wygrzmocony i chcąc
podreperować   swą   nadwyrężoną   ostatnio   reputację,  zgłosił
zobowiązanie uruchomienia przy  swym  szpitalu  Zakładu  Przerobu
Odpadów  Poamputacyjnych  im.  Wincentego Kadłubka. Nagrodzono go
grzecznościowymi  oklaskami  i  powrócono   do   głównego   nurtu
dyskusji.
   Kolejny  mówca, przewodniczący PRON-u, mecenas Fizdoń wygłosił
opinię, że katolicy mogą owszem budować socjalizm, ale coś im się
jakby  nie  chce,  na  co  katolicy  odpowiedzieli gremialnie, że
chcieliby, ale właśnie wczoraj polecono im budować  wzajemne  za-
ufanie,  więc na razie nie mają czasu, a poza tym nie mają z cze-
go.
   Po  deklaracji  dowódcy  miejscowej  jednostki   saperów   im.
Sowińskiego  w  okopach  Woli,  że wybuduje piętnaście następnych
mostów, obrady zakończono  i  zaparafowano  protokół,  z  którego
wynikało jednoznacznie, iż:
   po  pierwsze  -  jeżeli  katolicy  chcą  budować socjalizm, to
proszę bardzo;
   po drugie - wykluczające się nawzajem światopoglądy  nie  wyk-
luczają wyjścia z kryzysu;
   po  trzecie  - o ile towarzysz Sowiński w okopach woli, to nie
należy mu w tym przeszkadzać;
   po czwarte - popieramy walkę prof. Kowalskiego  z  faktami,  a
bramy piekielne nie przemogą go.
   Wreszcie  nastąpiła część artystyczna spotkania. Poetka ludowa
Rozmunda Kociorodek odczytała swój poemat na cześć załogi Gminnej
Zbiornicy Złomu, zaczynający się od słów:

   - Kolektyw zwarty i przyjazny,
   My ręka w rękę, goleń, w goleń,
   Zostanie po nas złom żelazny
   i głuchy, drwiący śmiech pokoleń...

   -  na podstawie którego to utworu została natychmiast przyjęta
do odrodzonego Związku Literatów Polskich.  Na  zakończenie  chór
Anonimowych  Alkoholików odśpiewał pouczającą piosenkę o skutkach
pijaństwa:

   - Padł Bartosz wśród drogi, obcięto mu nogi,
   Zbudził się pojutrze, a tu nogi krótsze, oj dana...

   - Oj dana... - powtórzyło echo i zamilkło, chociaż przed wojną
potrafiło  powtarzać  do  czterech,  a  gdy dziedziczka we dworze
zaśpiewała, to i do ośmiu razy.

Wpisał(-a): Małgorzata "Zuzanka" Krzyżaniak

<< Poprzedni odcinek | Następny odcinek>>

[ Autor ] | [ Liryka ] | [ Proza ] | [ Dźwięk ] | [ Słowo ] | [ Obraz ] | [ Podziękowania ]

[ Początek ]