POLONEZ W SOPLICOWIE
Poloneza czas zacząć, Podkomorzy rusza
I z lekka zarzuciwszy wyloty kontusza
Chciał podać rękę Zosi, gdy nagle, w pół ruchu
Wzdrygnął się, zbladł i spytał: - Cóż ty masz na brzuchu?
- Toć sukienkę... - szepnęła spłoniona panienka.
- Ha! - prychnął Podkomorzy - ładna mi sukienka!
Ni to łata ni szmata, ni worek, ni halka,
Wyglądasz w niej jak stara pijana góralka,
Kolor masz jak kapusta gdy ją źle ukiszą,
Jeszcze w dodatku widać że ci cycki wiszą!
- Cóż więc robić? - jęknęła nieszczęsna dziewucha.
- Zasuwaj do Cichockich i kup sobie ciucha!
- Lecz gdzie owi Cichoccy? - Cóż za tępe babsko!
We Wrocławiu, u zbiegu Łaciarskiej z Oławską.
Ganiaj prosto jak strzelił, na rogu weź wiraż
I tam ujrzysz tablicę z napisem "Le Mirage".
- Ale to pewnie drogo będzie mnie kosztować....
- Idź durna, tam się można o cenę targować,
Wiedzą już o tym dobrze handlowi spryciarze
Australijczycy, Niemcy i makaroniarze.
Dlatego chór zachwytów echem się odbija:
- Bjutiful! Joj! Hajl Hitler! Albo "Mamma mia"!
- Piękne dzięki! - krzyknęła panna Zosia dziarsko -
Proszę chwilę zaczekać, lecę na Łaciarską!
Co rzekłszy do Wrocławia pomknęła jak łania
Zaś podkomorzy poszedł posłuchać kazania,
Które właśnie ksiądz Robak dukał przy ołtarzu
W swej duchownej sukience. Także z "Le Mirage'u".
Wpisał(-a): Maciej Dębski
|